Copyright © Monochrome
Design by Dzignine
czwartek, 28 marca 2013

Joko_Find_your_color_Indigo_ J145

Mimo to, że kalendarzowa wiosna rozpoczęła się już oficjalnie , ale za oknem ciągle nie najlepiej…. Dodatkowo – jak to zwykle na wiosnę bywa – kolekcja odzieżowa sezon wiosenny w dominującej części jest mocno majtkowa – pastele, pudrowe kolory.  Jak coś mocniejszego to i tak nie TAK, bo neon.

DSC_0688

DSC_0639

DSC_0644

Dlatego odgrzebałam ze swojej kolekcji lakier Joko.  Po pierwszym pomalowaniu nie byłam nim zachwycona, poleciał w kąt.  I leżał tam jakiś czas.  Bo co mi po lakierze który pięknie wygląda w butelce, a na paznokciach już raczej nie ten tego…

Czasami kolor potrzebuje odpowiedniego światła, żeby wydobyć swój urok. Kolor Indygo by Joko jest takim matowym kameleonem.  Pięknie wygląda w butelce.  Po nałożeniu na pazurek -  pierwsza warstwa – niii hu hu, druga warstwa – jest przyzwoicie, trzecia  warstwa – niemal ideał.  Ale potrzebuje światła. Bo w zależności od niego, jest albo taki jak widzicie go na zdjęciach poniżej  - czyli intensywnym pięknym niebieskim lub bardziej przygaszonym granato-dżinsem w nieco niedoświetlonych pomieszczeniach. 

 DSC_0635

DSC_0650

DSC_0656

Lakier jest raczej typu żelkowatego – daje kolor ale w pewnym stopniu zostaje lekko przejrzysty.  Dlatego niemal ideałem są 3 warstwy.

Zadziwiająca jest szybkość schnięcia – bo schnie błyskawicznie. Lubię malować pazurki wieczorem, przed pójściem do łózka, w trakcie krótkiego filmowego czy  też serialowego seansu.  Nie cierpię, gdy rano na pazurach widzę fakturę mojej pościeli.  Tutaj jest to raczej niemożliwe. A przynajmniej nie zdarzyło mi się to.

Konsystencja jest dosyć rzadka, zapach nieprzyjemny i  bardziej pachnie rozpuszczalnikiem niż lakierem do paznokci. Jest znośnie i daje radę.

Producent pokusił się o dosyć modny od jakiegoś czasu  szeroki pędzelek. Taki pędzelek ma ponoć ułatwić NAM aplikację lakieru.  Mimo że pędzel sam w sobie jest wygodny, trzeba się  przyzwyczaić to tego typu pędzla.  

Nie podoba mi się ścieranie końcówek.   Które po jednym dniu klepania na klawiaturze ścierają się szybko.

Całościowo lubię, co też widać po zużyciu. A zużywa się w miarę szybko.

DSC_0692

DSC_0703

czwartek, 14 marca 2013

doodles na pazurkach

… od tygodnia namiętnie doodlam [duudlam] znowu.. wcześniej nie wiedziałam, że TO nazywa się doodlowaniem, ale zawsze TO mnie fascynowało.  No i zaczęłam. Po raz kolejny zahaczyłam również i o pazurki. Problem pojawia się wtedy gdy chcę swoje dzieło zagruntować. Mazak lubi się rozmazać, mimo że podobno permanentny :/ Ale i tak jest czadersko :D

Btw.. przepraszam w opóźnienia w wystawieniu postów ale mam problem z netem :/…i wolnym czasem ;/

DSC_0455

DSC_0453

 

DSC_0458

DSC_0461

DSC_0463

niedziela, 3 marca 2013

L’oreal Wild Ombre w akcji

O tym, że na mojej głowie wiele się dzieje, mogłyście już nie raz przeczytać. Po prostu czasami przychodzi taki dzień, że albo postanowię coś zdziałać – czy to cięcie czy to nowy kolor.  Tym razem padło na kolor.  Miałam zamiar rozjaśnić włosy pod różowe pasemka, ale efekt tak mi się spodobał, że w sumie od półtora miesiąca nic nie robiłam z kolorem, no może poza drobnymi korektami siwków i  pogłębienia efektu Ombre.

Z farbami L’oreal z serii Preference miałam w swoim życiu ciekawe przygody.  Kiedyś kupiłam odcień delikatnie rozjaśniający naturalny brąz z serii Booster i wszystko ładnie, tylko nie przewidziałam tego, że na słońcu ( a spędziłam wtedy wakacje w Chorwacji ) efekt się wzmocni. No i tak przypadkiem zostałam blondynką ;) Drugim razem, też w Chorwacji… i teraz jak sobie myślę, że wszystko to działo się nawet w tym samym mieście  – Primosten. No więc postanowiłam odświeżyć kolor, a że nie przewidziałam tego, że  od dłuższego czasu unikałam farb chemicznych , dodatkowo – znowu duże nasłonecznienie – i stałam się właścicielką pięknych kasztanowych włosów z rudymi odrostami ;)

Tym razem wrzucając do koszyka ( kolor dla najciemniejszych włosów) , zapominając o poprzednich przygodach, stałam się po raz kolejny właścicielką ciekawego efektu.

ombre l'oreal

Podoba mi się oprawa marketingowa farby. Od opakowania poprzez reklamy, filmiki i tutoriale. 

Torba ze mnie, bo wyrzuciłam opakowanie, nie mogę pokazać wam, co jest w środku. Niby taki tradycyjny zestawik plus ‘ekstra’ szczoteczka ALE – ulotka robi na mnie wrażenie, nie jest to takie byle jakie hop siup, byle było, a starannie graficznie dopracowany materiał.  No i nie wiem dlaczego, bardzo mi się podobają czarne rękawiczki. Są jakieś takie PRO. 

A filmiki – są wciągające.




Filmik z instruktarzem BIG fryzury na ombre włosów :)

No modna wariacja na temat warkocza



Tyle o promocji produktu, Ja KUPUJĘ to,  mimo to, że farba trafiła do mnie wcześniej niż reklama.

A teraz o o efektach.  Musze zaznaczyć, że nie zauważyłam zniszczenia włosów rozjaśnianiem oraz to, że ja farbowałam dwoma etapami w odstępnie miesiąca. Efekt jest całkiem zadowalający. Same nakładanie farby nie jest męczące – a niektóre farby mają to do siebie, że nie lubią współpracować – szczególnie te – rozjaśniające.

Po pierwszym farbowaniu, a bezpośrednio przed drugim efekt był następujący:

DSC_0237
DSC_0240

Nie użyłam szczoteczki zawartej w zestawie, nakładałam warstwami za pomocą pędzla , od dolnych partii włosów co 10 minut coraz wyżej. Czas trzymania to ok 40 minut.

Za drugim razem nakładałam za pomocą szczoteczki. Mój błąd że dobrze nie wmasowałam farby, jak widać na jednym z filmików.  Ale efekt daje jest niezły. Tym razem nakładałam dwoma etapami – najpierw na końcówki, potem na wyższe partie. Włosy podzieliłam na grube pasma. Tym razem nałożyłam też farbę ma tył głowy. I oto efekt:

DSC_0295A

DSC_0300

DSC_0290

Wniosek taki,  że jeśli chcę stosować farby z serii L’oreal Preference, to nie może to być Chorwacja :D  A efekt będzie właściwy :P No i może jeszcze to, że przez jakiś czas ponoszę ten kolorek :)

muzycznie _ deski i deseczki :)


Robię porządeczki na blogu i coś się pochrzaniło, post przeniósł się na dzisiaj :)... w sumie temat nawet aktualny ;)


Za oknem pogoda nie dopisuje, a ja tęsknię za słońcem. Jestem zdecydowanie zwierz ciepłolubny ;) W takich chwilach lubię sobie pooglądać filmiki ze słońcem i morzem w tle i napaść oko widoczkami :)  A że kosmetyczne blogerki to przeważająca ilość bab, tak więc z babami w roli głównej.  O babach ekstremalnych – o surferkach, skejterkach :) Gdyby nie moje dziwne ograniczenia, mogłabym być jedną z nich ;) Może w przyszłym wcieleniu :)
Surferki na Hawajach  i piosenka Numbers Radio - You and I

..ciąć fale  - Fleet Foxes – Mykonos

i na koniec Pan ‘tańczący’ na desce – oldschoolowo ;)


Nie no, w sumie jestem surferką – ale leniwą po necie ;)