Copyright © Monochrome
Design by Dzignine
niedziela, 30 września 2012

Catrice_ 060 Oh juicy!


Zachciało mi się pomarańczowej szminki. Wiem… podobno była trendem na wiosnę, a tu już powoli zadkiem wciska nam się jesień.  Mimo wszystko uważam, że pomarańcze i wszelkie oranże są świetne na jesień.
Jakiś czas temu miałam okazję pisać o jej siostrze 110 Pink Me Up – równie mocnym kolorze co ten.
DSC_0454DSC_0452DSC_0449
Pamiętam, że pisałam że cena jest niezbyt przystępna. Zmieniłam zdanie – wtedy nie byłam obeznana  zbyt dobrze w świecie błyszczyków i szminek. Coś tam sporadycznie kupowałam, ale jakoś jestem bardziej naoczna niż naustna.
Oh juicy! nie wysusza ust – nie zauważyłam.  Można ładnie bawić się kolorem bo:
A) nałożony na balsam do ust – kolor jest taki ładny błyszczykowy, lekko rozmyty
B) nałożony grubą warstwą kolor daje po oczach.
Najlepiej nakładać na usta nie spierzchnięte, wypeelingowane ( choćby szczoteczką do zębów).  Zjada się równomiernie, nałożona solo nie farbuje ust – jak poprzedniczka. Wykończenie jest mhh kremowe – bez drobinek. Świetnie sprawdza się jako.. róż :) Ale żeby nie było – na zdjęciach nie jest nałożona na policzki :) To innym razem. Posmak i zapach – niedrażniący – to co lubię :)
DSC_0459DSC_0473
Poniżej Oh Juicy nałożona na balsam do ust – efekt połtransparentny.
DSC_0401DSC_0365
Wersja rażąco-neonowa orginalna :)
DSC_0422DSC_0417DSC_0423
piątek, 28 września 2012

_kolorowe_szaleństwo_włosowe_ ;) La Riche Directions


W nawiązaniu do posta MATLEENY  zmobilizowałam się i postanowiłam wystawić mały fotoreportaż z tego co dzieje się z moimi włosami. Jakiś czas temu wystawiłam posta ze wstępną recenzją tonera  La Riche. Pisałam o nim w tym poście >>KLIK<<. Od tego czasu nauczyłam się dosyć sporo na temat ‘tonerowania’ czy też ‘tonowania’ na szalone kolory. Wstępnie:
First – dobrze oczyścić włosy – u mnie Head&shoulders – nic tak dobrze nie działa na oczyszczanie i wypłukiwanie koloru ( poza właściwościami przeciwłupieżowymi) jak ów szampon.
Second – za radą wspomnianej wcześniej MATLEENY – toner nakładamy na włosy wilgotne osuszone ręcznikiem. Rada którą warto zapamiętać. Toner gorzej łapie na włosach suchych.
A po trzecie – zakwaszamy – np płukanką z wody i octu jabłkowego – który też wlewany nie tylko zewnętrznie ale i wewnętrznie, bo działa również pozytywnie na przemianę materii ;)
Czwarte primo a może quatro – odżywka.  Marka wg uznania.
A teraz czas a fotoreportaż:
Faza I:  na włosy niezbyt dobrze oczyszczone nałożyłam mieszankę La Riche w kolorze Pink Flamingo i Atlantic Blue w proporcji 2:1. Włosy – część rozjaśniona nie była dobrze odtłuszczona i wypłukana z poprzedniego koloru – nieco wypłukanego i jednocześnie zrudziałego Poppy Red. Reszta – jak widać ciemna. No i wszędzie ( w necie ) te ombre – to się skusiłam. Ale nie zrezygnuje z kolorowych końcówek ;) Dlatego taka mała kolaboracja mi wyszla.
DSC_0292
DSC_0314
DSC_0316
+ oczko ;) – po pracy – jakieś 12 godzin od pomalowania  - bezpieczna kolorystyka. Reszta twarzy – makijaż lekko spłynął ;) A włoski nieco prze-proteinowane.
DSC_0324
Faza II: faza I ombre  - lekko rozjaśnione końcówki + pasemka.  Włosy po raz kolejny tonowane na fiolet z mieszanki 2:1 Flamingo Pink i Atlantic Blue – niestety muszę czekać na wypłukanie Poppy Red żeby móc pofarbować na zimniejszy ton. Mimo wszytko myślę, że ze wstępnym ombre moja twarz zyskała nieco delikatności. Słodzę.Wiem. Ale lubię ten efekt.

DSC_0331
DSC_0348
 DSC_0350
Oczko po jakiś 12 godzinach od pomalowania. Zachciało mi się kolorku – ale ciągle bezpieczna kombinacja do pracy – MIYO :D
DSC_0343
DSC_0339
Tak to wygląda na dzień dzisiejszy… :D
środa, 12 września 2012

look_na leniwca z 1001 nocy


Nie chce mi się ostatnio siedzieć przy komputerze, nie chce mi się nic robić… Nawet nie chce mi się nic nowego z kolorówki kupić, mimo że świeżo po wypłacie.. TRAGEDIA ;) Poza tym ciągle jest coś do roboty, więc przyjemności tak jakby w kąt. Postanowiłam się zmobilizować, spiąć poślady, nie zostać w tyle… tak więc dla rozruszania nadgarstków, postanowiłam pobawić się kolorem. Ostatnio jakoś nie specjalnie mi wychodziło oko – głównie bezpieczne kolory,  głównie bezpieczna kombinacja… myślę, że czas najwyższy z tym skoczyć. Tak więc wygrzebałam dwa cienie i postanowiłam COŚ z nimi zrobić. Mhhh musze nad tym zestawieniem jeszcze popracować, bo to nie to, co siedziało w mojej głowie… bywa…. :D
DSC_0228DSC_0246DSC_0260DSC_0239DSC_0268
W roli głównej cienie: L’oreal Infaillible - Purple Obsession
                       Sugar Pill – Goldilux
                       Inglot – pigment no 33, DS 463,  M 351