Copyright © Monochrome
Design by Dzignine
wtorek, 8 listopada 2011

Pocieraj mnie czule czyli miniaturki Etude House – Rub Me Tender w totalnej odsłonie ;)

DSCF5552Ten zestawik wygrałam na jakiejś licytacji za bezcen – niecałego dolara. W sumie kliknęłam w ciemno, bo w końcu to próbka – a za niecałego dolara z groszową przesyłką się - dlaczego nie ? Spodobała mi się nazwa – ‘pocieraj mnie czule’ - i już oczyma wyobraźni widziałam faceta a la Elvisa trzymającego ten zestaw w ręce - obleśnie poruszającego brwiami i cmokającego ;) Dobry pomysł na reklamę, nie ? :) No i ten przesłodki uśmiechnięty bąbelek na liściu … Znaleźć jakieś konkretne informacje w necie na temat tego zestawu – ciężko … azjatyckie krzaczki i zawijasy…
DSCF5558
Bubble Peeling – w buteleczce typu airless z dozownikiem – fajna i już widzę oczami wyobraźni, jak ją rozmontuje i zapakuje jakiś kremik na wyjazdy :) Żelowa konsystencja o lekko świeżo-kwaskowatym zapachu. Żel należy nałożyć na twarz, następnie odczekać jakiś czas. Wtedy da się zauważyć lekkie bombelkowanie żelu, następnie wykonać delikatny masaż kolistymi ruchami. Fakt, coś się tam ściera, ale wydaje mi się, że formuła żelu jest taka, że przy jakimkolwiek potarciu się roluje. Czy peelinguje – wątpię – przeprowadziłam test na ‘zapuszczonej’ skórze jak i na zadbanej – ‘ścierki’ ciągle były takie same. Fakt, skóra jest fajna po użyciu, ale nie jest to efekt tradycyjnego peelingu. Porównałabym go raczej do peelingu enzymatycznego – gdzie też nie widać widocznych efektów, ale skóra w jakiś sposób jest tam odżywiona po zastosowaniu. Moja skóra lubi porządne tarcie :)
Fog Peeling – świeżo-kwaskowaty płyn w buteleczce z atomizerem – też się przyda :D Sposób użycia: rozpylić na twarzy, odczekać i delikatnymi kolistymi ruchami zacząć masować skórę twarzy. W zdjęciach promo widać ‘ścierki’ – u mnie nic takiego nie było – płyn po prostu się wchłonął. Efekt – niezauważalny.
Teraz rozważania typu – z czym to się je i z jakiej kuchni? Konkretniej, czy tego zestawu powinno się używać razem, czyli najpierw ‘omglić’ twarz, a potem nałożyć żel? Czy każdy z produktów może być stosowany osobno? Czy te peelingi są do wyjątkowo wrażliwej skóry? Patrząc na skład – troszkę się ciągnie, ale z moją mało zaawansowaną wiedzą – wszystko wygląda ok – glicerynka, kwas hialuronowy, jakiś inne kwasy , wyciągi z papai, jabłek itp itd.
DSCF5557
Teraz czas na to, żeby mój lekko zaczepny humor dał się we znaki. Kocham ‘koreański’ angielski *– nie jestem gramatycznym orłem, ale jak czytam opis na zdjęciu powyżej , to jedynie mogę się domyślać o co chodzi autorowi. Mi to wygląda na przykład tłumaczenia żywcem skopiowanego z translatora. Może się mylę, ale mam wrażenie, że nie rozumiem :) Kolejny byk – ile ten żel ma pojemności – bo na tej samej stronie opakowania jest napisane że 5 ml ( po koreańsku), i 10 ml ( po angielsku), a na samym opakowaniu żelu – że 5 ml. Niby drobny błąd w druku, ale jednak…. pojemność to pojemność, no nie ? :)
segreg
Nie polecam, nie zabraniam. Nie zauważyłam powalających efektów, ale to wcale nie znaczy że totalny bubel. Po prostu takie COŚ :)
* Anegdotka: Będąc w klasie 4 podstawówki moja klasa jako pierwsza klasa w całej szkole miała lekcję języka angielskiego. Wcześniejsze roczniki miały niemiecki, wcześniej rosyjski. Pamiętam pierwszą kartkówkę ze słówek – kolega który miał trochę większe trudności z nauką dostał pałę ( jak wiele osób zresztą). Po całej akcji, Pani, młoda i cierpliwa, prosiła nas, że jeżeli nie wiemy jak się coś nazywa, to lepiej zostawić puste miejsce niż kombinować – bo niestety na początku nauki, może nam się to utrwalić w głowie… Nikt nie wiedział o co chodzi, dopóki jeden z kumpli ( też z pałą) nie zerknął na kartkę drugiego kumpla – w celu porównania błędów oczywiście ;) Kolega napisał: herbata – (po ang.) herbat, truskawka – ( po ang.) truskaw itd :) To trochę jak te koreańskie tłumaczenia ;)

3 komentarze:

  1. Z niemieckim to jakoś łatwiej jest. jak się nie zna słowa to wystarczy herbata przerobić na herbaten, a truskawka na truskawken. Z tego co wiem to jest to sposób powszechnie stosowany przez polskich uczniów :D
    A muszę też dodać. Koreańskie znaczki to hangul :P (musiałam się troszkę powymądrzać ;) )

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, dobrze wiedzieć jak się te koreańskie krzaczki nazywają - prawdę mówiąc, ostatnio miałam ochotę opanować je w minimalnym stopniu :) Ja ogólnie rozróżniam chińskie, japońskie, koreańskie i tajlandzkie krzaczki - chociaż ich nie rozumiem :D A co do kumpla - może on się wcześniej uczył niemieckiego, a nikt o tym nie wiedział :) W każdym razie, to takie nasze fajne wspomnienie na spotkaniach klasowych :)

    OdpowiedzUsuń