Copyright © Monochrome
Design by Dzignine
piątek, 24 czerwca 2011

ETUDE HOUSE– Touch Touch! Shadow liner

 

Jakoś nigdy nie rajcowały mnie cienie w kremie – bo ogólnie mówiąc po co mam kłaść na skórę coś tłustego jeżeli ona już z natury jest tłusta… ale natura ciekawskiej wiewióry i chomika cicho szepnęła mi do ucha: ‘ daj mu szansę’ :)

DSC00054

Opakowanie: malutki i całkiem poręczny słoiczek w kolorze metalicznego granatu. Łatwo się otwiera i zamyka, nie odkręca w torebce, wygląda na solidne. Zawiera 4,3 g produktu.

Zawartość: mocno napigmentowane masełko,  które dosyć szybko zastyga na skórze.  Praktycznie bez zapachu.

DSC09986DSC09988

Moim okiem: Jestem zachwycona od pierwszego użycia. Kremowe cienie w kredce czy w słoiczku są zazwyczaj tłuste. U mnie to się nie sprawdza, bo bardzo szybko taki cień – nawet przyklepany czymś suchym – szybko roluje się na powiece. Ten cień jest jest w dotyku niesamowicie kremowy, delikatny, palec po nim ślizga się jak po czymś tłustym, ale cień w sam sobie nie jest tłusty. Jednak po rozsmarowaniu na skórze, dosyć szybko zasycha – co się chwali. Można go spokojnie aplikować pędzelkiem. Łatwo się rozciera – palcem czy pędzelkiem. Podobno może służyć jako liner – nie wiem, mam za jasny kolor. A właśnie! sam kolor – vanilla – to taki nudziak/cielak z mnóstwem większych i mniejszych złoto-srebrno-beżowych drobinek. Ładnie rozświetla – będzie rewelacyjny jako kosmetyk wakacyjny – choćby ze względu na trwałość i kolor- jak i w zimie świetnie się sprawdzi.  Jest bardzo trwały – nałożyłam go bez bazy, dodałam troszkę sypkiego brązu w zewnętrznym kąciku – wytrzymał co najmniej 10 h w pogodzie, gdzie każdy marzy o czymś zimnym do picia i chłodnym, przewiewnym zacienionym miejscu. Chociaż nie miałam nigdy do czynienia z MACowymi paint potami – a tyle się o nich naczytałam – to wyobrażam sobie, że one właśnie są takie jak cień z ETUDE. Myślę, że on sam w sobie może służyć jako baza pod cienie :) Podobno to jakaś specjalna technologia, ale szczerze mówiąc, niezbyt rozumie o co chodzi, nawet z angielskiego opisu.  Niby coś tam jest o sebum, olejkach i silikonach, nawet są jakieś wykresy, rysunki i mnóstwo krzaczków, ale niewiele mi to mówi. Szperałam w googlach, ale na blogach też mało o tym pisze ( jest napisane – gdyby ktoś się czepiał ). Zresztą – po co mi to – jak i tak go lubię :) nawet bez szczegółowych opisów technologii.

Kupiłam go na ebay’u za jakiś niecałe 10 dolarów, ale zastanawiam się na tym, czy nie popaść w bliższą znajomość z Gmarket. Podobno te same cienie, można było tam kupić za 5 dolców… jak będę miała więcej czasu, rzucę okiem :)

DSC00057DSC09991

3 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie, nigdy nie słyszałam o tej firmie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ładny kolorek ;)
    Zapraszam do mnie.
    2 rozdania !
    obserwujemy??

    OdpowiedzUsuń