Copyright © Monochrome
Design by Dzignine
poniedziałek, 22 lipca 2013

look_ asylum w roli głównej

Post na szybko i w kolorze. Usprawiedliwienie – wróciłam z Gruzji, mam sporo spraw do nadrobienia po ostatnim ‘internetowym lenistwie’.  Dodatkowo kilka giga zdjęć do obrobienia.

Na mały zaczątek-początek – Asylum ze stajni Sugarpill – zdecydowanie jeden z najlepszych wydatków kosmetycznych tego roku.  Kolor piękny, głęboki, zaczarowany – w zależności od tego jak i w jakiej ilości zostanie nałożony – zawsze wygląda inaczej. Zdecydowanie duochrome. Genialny w nakładaniu, chociaż mocno sypki i miałki.

Dzisaj na smaczek lekko orientalnie, soczyście.

1b

1c

1e

1f

Na ustach kombinacja Revlon Tutti Frutti 015  i Maybelinne Mad for magenta 310

1g

1h

W użyciu:

1k

Uwielbiam :)

piątek, 21 czerwca 2013

Essie_ Sand Tropez

Długo się opierałam Essie,  teraz wiem, że zrobiłam błąd. Od jakiegoś czasu, a właściwie odkąd kupiłam pierwszą buteleczkę, wiem, że Essie bardzo lubi moje paznokcie a moje pazurki lubią Essie. Inaczej. Trzyma się na nich znacznie lepiej niż większość mojej lakierowej kolekcji. Zdecydowanie to mój TOP 5 wśród mojej kolekcji. Wiele razy zastanawiałam się czy warto wydać prawie 30 zł na buteleczkę jakiegoś tam lakieru.  Warto, bo komfort używania jest duży. Póki co uzbierałam 5 buteleczek, z czego  4 były kupione w promo +1 zł w Hebe.  To była dobra inwestycja w mój kurczący się czas dnia.

DSC_0808

DSC_0807

Nie wiem jak Wy, ale ja odliczam dni do wakacji aka urlopu. Po pierwsze, szykuje się mi mega fajny wyjazd – mimo, że męczący, to sama ekscytacja odnośnie miejsca pobytu jest...DUŻA.  Na pewno podzielę się informacją przyszłego wyjazdu, ale póki co – CISZAA w eterze. Wracając do lakieru. Sama nazwa  jest mocno wakacyjna.  Jest tak wakacyjna,  że a każdym razem, trzymając buteleczkę lakieru widzę przed sobą delikatnie rozgrzane piaski, błękitne morze, szklaneczkę z parasolką w  ręce i dużo słońca ;)  No i ta piosenka z zeszłego lata umcająca w mojej glowie… I “bannana” na twarzy ;)

Sand Tropez jest idealnie piaskowy, bez drobinek, idealnie kryjacy i idealnie schnący, Zdecydowanie w zimnej tonacji, ale na 100% będzie pięknie wyglądał w duecie z opaloną skórą, jak i z bardziej bladym odcieniem karnacji. W zależności od tła, jest nieco bardziej lub mniej zimniejszy. Stwierdzam, że jest to bardzo neutralny i elegancki kolor. Na każdą okazje, wszędzie. Dwie warstwy, które dzięki szerokiemu pędzelkowi nakłada się błyskawicznie – schną równie błyskawicznie. Nie zdarzył mi się jeszcze ślad odbitej pościeli na Sand Tropez. I tutaj kupił mnie ostatnio najbardziej ;)

DSC_0814DSC_0805

DSC_0798

To tyle na dziś.                      I  ♥ Sand Tropez !

I tym czasem zmykam podumać nad moją podróżą na balkon, w ten najdłuższy dzień w roku, pierwszy dzień lata :) 4 sure.

środa, 12 czerwca 2013

z cukrem po raz kolejny…Sugarpill

Czas zaszaleć z kolorem. Pogoda nie rozpieszcza, czas dopieścić siebie. Bo ileż tak można? I chociaż jestem wielbicielką koloru czarnego, uważam że do towarzystwa potrzebuje koloru. I tutaj asortyment Sugarpill świetnie się sprawdzi. Dzisiaj tylko małe wprowadzenie, ale obiecuje, że postaram się przedstawić ich prawdziwą naturę już w najbliższym czasie.

DSC_0825

Musze powiedzieć, że każde z tych cacuszek zachwyca kolorem. Miałam już okazję kilka razy nałożyć je na oko –  sama przyjemność przy nakładaniu cienia.  Cienie prasowane mają niesamowitą pigmentację. I tak na przykład dzisiaj z kolorów mocnych nałożyłam tylko Poison Plum, a efekt był tak i jakbym nałożyła co najmniej dwa odcienie. Noszenie na sobie jest równie przyjemne.

DSC_0828

I choć zwykle cierpię, kiedy te wszystkie kosmetyki odpakowuje z tych papierowych  i plastikowych pudełeczek, pudeł, banderolek itp., zastanawiając się ile papieru się marnuje, tylko po to żeby się zaprezentować korzystnie na półce, w tym wypadku absolutnie nie mam wyrzutów.  Bo same odpakowywanie paczki łącznie z pudełko-kopertą było jak odpakowywanie prezentów bożonarodzeniowych w amerykańskim filmie :) Czułam się jak milion dolarów :P

DSC_0829

DSC_0884

DSC_0854

I to na tyle. Długi i intensywny dzień za mną, kolejny przede mną.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Cukrowa posypka od Golden Rose Holiday 51

Nie jestem przekonana do lakierów piaskowych czy też cukrowych. Po prostu denerwuje mnie ta ich chropowatość.  Ten wrzuciłam przy okazji zakupów na GR stawiając na kolor “do torebki i na szybko” – ogólnie chodzi o to, żebym mogła pomalować pazury na szybko, bez babrania się – nawet w samochodzie :) Oczywiście, kiedy zdarza mi się malować pazury w samochodzie, to nie jestem kierowcą :)

 

DSC_0797

Mam go drugi raz na swoich pazurkach – śliczny jasny srebrny pełen brokatu. Uwielbiam takie lakiery na lato.  Holiday od Golden Rose kryje dobrze przy dwóch warstwach, a nakładanie nie jest wcale kłopotliwe.  Mam zwyczaj malować paznokcie przed pójściem spać i nie cierpię kiedy następnego dnia mam stempelki o fakturze materiału. Tutaj tego nie spotkacie,  lakier zasycha stosunkowo szybko,  Właśnie mija drugi dzień z pazurkami ubranymi w GR Holiday 51  przy mocnym klepaniu w klawiaturę przez kilka godzin dziennie – jak na mnie i moje pazury, to jest dobry efekt.

DSC_0796

Rano patrząc na efekt, pomyślałam,że to nie tak trochę. Że nie tego oczekiwałam, że będzie zbierał się brud na powierzchni.  Ale w ciągu dnia zmieniłam zdanie, coraz bardziej mi się podoba. Myślę, że to właśnie zasługa dużej ilości brokatu. Mimo wszystko sprawdzę jeszcze jaki będzie efekt z  warstwa błyszczącego TOPu.

DSC_0817DSC_0811DSC_0813DSC_0823

Może dzięki temu koledze, przekonam się do tego wykończenia. OPI nie bardzo mnie przekonał, ale o tym kiedy indziej.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Etude House Face Designing Brightener

Nie zawsze rozumiałam dlaczego właściwie rozświetlacz jest AŻ TAK WAŻNY w codziennym użytku. Miałam ich sporo w swoich łapkach, jedne polubiłam bardzo ale mogłam całkowicie je pominąć,  inne totalnie się nie sprawdziły – miały tzw efekt Edwarda o którym wiele razy wspomniałam. Ale postanowiłam drążyć dalej temat i na stronce roseroseshop.com zdarzyło mi się popełnić zakupy. I były to jedne z lepszych w moim życiu.

DSC_0603DSC_0606Zacznijmy od tego, że opakowania koreańskich producentów są dopieszczone – fajny design, fajne opakowania przez co fajnie się je używa. Ta ‘puderniczka’ jest solidnie wykonana – jest lusterko, zatrzask dobrze trzyma, holograficzne napisy się nie ścierają – mimo to, że od ponad dwóch miesięcy prawie codziennie mam go w łąpkach. Dodatkowo bonus dla tych które lubią wyciągać z pudełka i  komponować swoje paletki – jest dziurka, klej jest miękki – nie trzeba będzie się za bardzo babrać ze świeczką.

DSC_0609

Mój kolor zwie się #3Lovely Face. Nie jest to typowa biała perła. Sam rozświetlacz składa się z dużej mieszanki różnych mikro drobinek, ale w słońcu najbardziej wybijają się białe, niebieskie i różowe. Na skórze widać jedynie w mocnym błysku flasha w dużym zbliżeniu zdjęcia widać wcześniej wspomniane drobinki. Jeżeli chodzi o codzienną prezentację –   nałożony pędzlem efekt rozświetlenia jest delikatny, natomiast nałożony palcem – zdecydowanie jest ‘mocniej’. Ja paluchem nakładam w kąciku oka, pod brwią – sprawdza się znakomicie. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że jest to produkt wielozadaniowy i sprawdza się w tej wielozadaniowości.  Stosowałam go nawet jako samodzielny cień.

sSam rozświetlacz jest wydajny – w dniu dzisiejszym  widać jedynie delikatny dołek . Jest dosyć zbity w konsystencji, ale wystarczająco miękki żeby z łatwością nabrać na pędzel.  Nie pyli, jego konsystencja to to idealny balans pomiędzy kredą a tłustością – jest w sam raz.  Myślę,  że to jedna z tych rzeczy która nie zużyje się nigdy :) Planuję jeszcze zakup jeszcze jednej sztuki, bardziej wakacyjnej, bo w momencie, kiedy moja skóra złapała trochę koloru,  mocniejsza aplikacja powoduje wybicie tonów różowych.

Cena: od 8.80 $ wzwyż + przesyłką :)

etude_477_02

DSC_0620DSC_0627

Poniżej: bez rozświetlacza, z rozświetlaczem,  jak wybija się różowy ton oraz  zdjęcie w pełnym słońcu :)

DSC_0645DSC_0653DSC_0663

Rozświetlony łuk brwiowy, kącik, policzki.

DSC_0544

Osobiście polecam,  to jest mój faworyt wśród rozświetaczy: za wydajność, wielozadaniowość,  efekt, poręczność i design.  Na 100% wyląduje w mojej wyjazdowej kosmetyczce.

sobota, 1 czerwca 2013

Denko czyli przegląd kosza ;) cz. I

Jakoś nie często mam okazję denkować online. Powód jest oczywisty – zazwyczaj zużyte opakowania na bieżąco lądują w koszu na plastik.  Ale od jakiegoś czasu, przy pamięci wrzucałam co nieco do woreczka i tak uzbierała się spora grupka. Dodatkowo remont sprzyjał porządkom w szafkach. Tak więc zapraszam na mini recenzje.

DSC_0596

Szampon Alterra regenerujący do włosów zniszczonych z figą i olejem makadamiaGeneralnie dobry produkt, nie mam mu nic do zarzucenia. Ładnie pachnie, świetnie myje, tylko nieco glutowata konsystencja może niektórym przeszkadzać.  U mnie szampony z Alttery poszły w odstawkę ( a raczej używam ich jako uzupełniacze od czasu do czasu ) –  całkowity brak SLS i SLESów w szamponach powoduje u mnie straszne swędzenie skóry, strupki.  A to trochę dziwne zjawisko.

Nivea Baby Delikatny szampon nadający połysk – zużyłam już 2 opakowania, planuje 3. Uwielbiam jego delikatny zapach, świetnie oczyszcza włosy, jest mega wydajny, świetnie się pieni, a włosy po umyciu łatwo się rozczesują. Użyłam kilka razy bez odżywki – i powiem, że jak na moje, wtedy i chwilowo teraz, włosy – daje rade solo.

Babydream shampoo – kupiony w desperacji – nigdzie nie było szamponu Nivea Baby. Wiele słów zachwytu padło pod adresem tego szamponu. Powiem, że moje podejście jest raczej -  ani grzeje ani chłodzi. Szampon dobrze oczyszcza włosy (choć internetowe ptaszki czasem ćwierkają, że nie domywa), jest wydajny, ale nie zrobił na mnie efektu WOW. Ot taki, po prostu dobry szampon.  Ale dam mu jeszcze kiedyś szansę.

Balea- Szampon do ciemnych włosów -  szampon, jak szampon, bez ekscytacji. Ale ma coś, co mnie w pewien sposób zaczarowało – kolor perłowo-czekoladowy i śliczny zapach :) Raczej do niego już nie wrócę.

DSC_0601

Ziaja – odżywka intensywna odbudowa + parę kropelek keratyny.  Jestem wielbicielką odżywczych mgiełek do włosów,  a do tej Ziajki regularnie wracam. Świetnie się sprawdza po prostowaniu keratynowym w celu utrzymania efektu.  Używam czasami solo, zaraz po szamponie, czasami w duecie z czymś konkretniejszym – a wtedy trzeba ją dawkować, bo może obciążyć włosy, które klapną zaraz na drugi dzień :/

Farmona Jantar – odżywka nawilżająco-ochronna ( czasami dodaje keratyny ) – moje pierwsze opakowanie, ale wiem że do będę do niej wracać.  Włosy po niej błyszczą, nie są szorstkie w dotyku, a  kiedy moje włosy raczą mieć lepszy dzień,  zaraz po szamponie z dodatkiem tej odżywki  i schnące ot tak ‘na wolnym wybiegu’ wyglądają fenomenalnie.

Provit Keratyna – kupiona ‘bo zobaczymy’.  Sprawdziła się, ale stosowana od czasu do czasu.  Za często robiła kuku i włosy podwajały objętość – na czym mi nie zależało.  Jest ok w duecie z ciężką odżywką.

DSC_0603

A teraz czas na toniki i dwufazy !!

Ziaja demakijaż – kupiony po raz kolejny tylko dlatego, że w domu był totalny brak czegoś do zmywania oczu. Zadziwiające, że w SuperPharm jest dosyć mały wybór płynów dwufazowych. Pani oczywiście starała się mi wcisnąć micela, ja jednak do zmywania tuszu, ni hu hu. Wzięłam Ziaje, bo pewna.  Moje wrażenia po drugim opakowaniu są znacznie lepsze, niż po pierwszym, mimo wszystko, jest to jeden z tych kosmetyków, które w mojej szufladzie robią za ‘awaryjne’.  Nie jest źle, jest w porządku, ale  ukradkiem nie wtargnął do mojego serca.  Ale, myślę że poświęcę mu osobną notkę.

Alverde – mhhh pierwsze co mi przychodzi na myśl – tłusty i pieni się. Szkoda, bo dobrze zmywa,  ma fajny skład.

Pollena Eva Herbal Garden dwufaza -  pokochałam od pierwszego użycia. To już moja mhhh 4 albo 5 buteleczka. Zmywa wszystko, bez większych problemów, jest tani i łatwo go dostać – np w Rossmanie na dolnych pólkach ( oj, tam często można dostać jakieś fajne smaczki ) .  Bezzapachowy.

Pollena Eva Herbal Garden tonik z koniczyną – kupiony w ciemno, często wraca do mojej kosmetyczki.  Właśnie to dzięki niemu skusiłam się na dwufazę z Polleny.  Najpierw urzekł mnie zapach, potem działanie. Nie podrażnia oczu a to jest na +.  Domywa resztki makijażu, pielęgnuje, a skóra go chłonie i wyraźnie po zastosowaniu jest odprężona.

ZSK Hydrolat z melisy bułgarskiej – dobrze nawilża, sprawdza się jako mgiełka do twarzy dla osób przebywających w pomieszczeniu klimatyzowanym bądź ogrzewanym – czyli w każdym otoczeniu które powoduje drażniące uczucie ściągnięcia.  Ładnie pachnie.

DSC_0620

Wody termalne:

Mixa otrzymana w BlogBoxie od ilovemakeup. I właśnie dzięki niej znowu nawróciłam się na wody termalne. Przede wszystkim, że momentach mega zmęczenia odświeżają, latem pstryknięcie w twarz odświeża, a podkład mineralny się nie obejdzie bez mgiełki. Latem i w sezonie mocno grzewczym jedna zawsze jest w mojej torebce.

Balea – mgiełka z  minerałami morskimi – ma nieco specyficzny zapach i trzeba uważać na oczy – może troszkę poszczypać.  Plus za mały rozmiar do torebki, ale ze względu, że zawiera sól morską, raczej nie polecam w duecie z  minerałami.  Ale odświeża, i to jeszcze jak.  To moje 3 opakowanie i nie ostatnie.  Każda wizyta w Ostrawie – to jedna lub dwie buteleczki w koszyku :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Pomarańcze w natarciu czyli MAC inspiruje

Już od dawna zabierałam się za ten post.  Ale złapałam lenia… może nie lenia samego w sobie, ale takie ‘przed wiosenne’ otępienie. Pomysłów wiele, ale zapału brak.  Najlepiej to po powrocie do domu to zaszyć się w łóżku do dnia następnego.

DSC_0509

Po powrocie z pracy zabrałam się za sprzątanie poczty, bo  nazbierało się mnóstwo spamu. Spamuje też MAC.  Nie znam się na MACu, ale mam wrażenie, że u nich limitki mnożą się jak grzyby po deszczu.  Ale nie o tym chciałam pisać, a o przywołaniu wiosny, słońca i energii w ogóle.  Osobiście uważam, że nie pastele – i jakże modny miętowy -  a oranże, pomarańcze powinny być NO1 wiosennym kolorem.  Pomarańcze, korale i około pomarańczowe róże  pasują do każdego typu urody, nadają świeżości, lekkości oraz ożywiają. 

MAC wyszedł z limitka której twarzą jest Hayley Williams z zespołu Paramore.  W momencie otworzenia maila i zobaczeniu zdjęcia promo, wiedziałam, że muszę napisać o jednym z moich ulubionych ostatnio kolorów – pomarańczce w różnych odsłonach. Jestem zachwycona samym zdjęciem promo, a Hayley lubię za eksperymenty z kolorem. Nie jest nudno :)

1

 

elle-hayley-williams-mac-de

Limitka zawiera cień, szminkę, lakier i multi-zadaniowy ‘puder’ .

Niestety, w Polsce jest tak, że MAC po pierwsze jest drogi, a po drugi jest mało dostępny.  Ja osobiście od pewnego czasu wpadłam w obsesję zbierania pomarańczek – nie ważne że to nie MAC, ważne że różnorodnie.  I przy ostatnim  zamówieniu bb cremów pukałam się w głowę, dlaczego znowu wrzuciłam do koszyka pomarańczowy cień.   Jak się okazuje w zestawieniu ogólnym – każdy jest inny. I poniżej prezentuje – z pominięciem sypkich cieni- moją skromną kolekcję, która kolorystycznie zastępuje mi kolekcję MACa

Cienie:

TheFaceShop 19 Hawaii Pink, Catrice Revoltaire c02 Explosive Combination,  Catrice Cucuba Salsa Cubana, Lioele Silky Orange, Catrice Carrots of tht Caribbean, Inglot AMC 84, Inglot DS0612

DSC_0459DSC_0466DSC_0474DSC_0481DSC_0482

Róże:

Flormar Terracotta Blush-on 46

DSC_0484DSC_0483

Poniżej: każdy kolor z osobna  + mix razem

DSC_0491

Paleta NoName

DSC_0495

Od lewej do prawej: no.5, no.4, no.3, no.2, no.1

DSC_0499

Usta:

L’oreal  Carrese 301 Dating Coral, Catice Oh Juicy!,  Revlon Tutti Frutti, Etude House I miss U lip balm

DSC_0500

DSC_0506

Kolekcję MACa chętnie przejrzałabym, dotknęła i może pomacała. Na dzień dzisiejszy cieszę się z tego co mam :)

A na koniec  Hayley Williams na BIS

6dbdf1c0b4dd51c1784ff93c1988f684

Coś więcej + zastosowanie  – jeżeli złapię wenę – wkrótce :)